Najtrudniej pisać o sobie... 

Łatwiej byłoby, gdyby ktoś napisał coś o mnie, bo choć jestem pewna siebie
i nie oglądam się na to, co powiedzą inni, to wewnętrzna pokora, którą mam wobec wykonywanego aktualnie zawodu jest ogromna. 

Cieszę się, że nie musiałam nigdy iść po trupach, aby robić, to co kocham. Przeszłam intensywną drogę, by być w tym miejscu, w którym jestem. 

Początkowo było to hobby obok pracy na pełen etat jako dyrektor firmy farmaceutycznej, czy jako kierownik w firmie monitorującej badania kliniczne. 

"Wybierz pracę, którą kochasz, a nie będziesz musiał pracować nawet przez jeden dzień w swoim życiu" (Konfucjusz) - i choć uwielbiałam moją pracę, to czułam, że czeka mnie coś więcej, że coś gna mnie w nieznaną przestrzeń.
I gdy pewnego dnia postanowiłam pojechać na warsztaty do Eli Zapendowskiej i Andrzeja Głowackiego, moja mama pukała się w głowę... Ale stało się, dostałam się na warsztaty do tego cudownego duetu wrażliwych ludzi, którzy nasączyli mnie dobrą, polską muzyką i warsztatem aktorskim, który wykorzystywałam na początku mojej drogi oszukując troszkę słuchaczy, gdy głos nie był mi tak posłuszny, jak dzisiaj.

W tych pięknych okolicznościach teatru włocławskiego poznałam pianistę Piotrka Dąbrowskiego, który podsunął mi pomysł na pobieranie prywatnych lekcji u Pani Joanny Zagdańskiej, która później stała się na 6 lat moim nauczycielem śpiewu (początkowo w Studium Muzyki Jazzowej i Rozrywkowej przy AM, później na Wokalistyce Jazzowej Akademii Muzycznej). To był piękny czas odkrywania kart muzyki. Nauczyłam się, jak poruszać się w różnej stylistyce piosenki, jak zapisywać myśli muzyczne, które krążą gdzieś w mojej głowie i wiele innych technicznych spraw pomagających w zawodzie muzyka-wokalisty. 

W międzyczasie bywałam na różnych festiwalach i konkursach (najważniejszy dla mnie Ogólnopolski Festiwal Jeremiego Przybory w Kutnie), gdzie występowałam głównie z Marcinem Cichym, z ktorym poznałam się w Studium. Projekt Cichy Wilk funkcjonował przez 3 lata i zdobyliśmy wiele nagród oraz koncertowaliśmy w Polsce i za granicą. 

Byłam również zapraszana do różnych projektów muzycznych, gdzie poznawałam nowych muzyków. Tak poznałam Pawła Urowskiego, cudownego kontrabasistę jazzowego, wówczas studenta Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Imponował mi swoją grą na instrumencie i dojrzałością muzyczną
i nawet nie marzyłam, że kiedyś będę tworzyć z nim zespół. A stało się to na studiach, gdy otrzymałam zaproszenie do wykonania koncertu z zespołem
i Adam Lemańczyk zaproponował wówczas Pawła na osobę, która zasili sekcję rytmiczną w naszym składzie. Każdy występ z zespołem GO!band otwiera mi nowe możliwości interpretacyjne utworów, a wrażliwość i czujność muzyków jest nieoceniona i pozwala ponieść się emocjom podczas koncertów.

Z Asią Glubiak studiowałyśmy na tym samym roku w AM i pewnego dnia przy piwie powstał pomysł na JAKIM CUDEM, zespół stricte babski. Z początku grałyśmy dość nieporadnie covery i czułam się w tym repertuarze dość niekomfortowo. Nasze ścieżki muzyczne pobiegły w kierunku muzyki folkowej poprzez Koncert im Memoriam Grzegorza Ciechowskiego, gdzie wybrałyśmy utwory z płyty Ojdadana. Nasze szeregi zasiliła chwilę później Kate Nurnberg, która dodała sznytu elektronicznego i w takiej formie zespół funkcjonuje aktualnie. 

Studia na Wydziale Edukacji Muzycznej UKW zapoczątkowały nowy rozdział
w moim życiu. Umożliwiło mi to wyjazd do niemieckiej uczelni Popakademie, gdzie utwierdziłam się w przekonaniu, że każda muzyka jest dobra i że wszystko zależy od tego, jak się ją wykonuje. Zebrałam muzyków, z którymi wykonujemy autorską muzykę, jako zespół PO!NTA. Czy to właśnie ten wyjazd i to że tworzymy autorskie utwory, spowodowało, że zaczęłam myśleć, że jestem we właściwym miejscu i że jestem muzykiem? Czy to wydarzyło się wcześniej? Nie wiem.

Wiem jedno, że na ten moment, to jedyny mój sposób na życie, na wyrażanie siebie i dawanie tego innym.

Aktualnie jestem rozdarta pomiędzy Polską i Niemcami, mam za sobą 50 tysięcy kilometrów w podróży, ale nigdy nie żałowałam podjętych przeze mnie decyzji. Często jestem zmęczona, ale gdy staję na scenie i adrenalina zaczyna krążyć w moim ciele, całe zmęczenie idzie na bok i liczy się tylko ta chwila i spotkanie z publicznością. Cieszę się, że grono odbiorców mojej muzyki się powiększa i że mam dla kogo to robić. Dla Was!
Dziękuję!

Mogłabym tutaj wymienić jeszcze wiele osób, które ukształtowało mnie muzycznie, ale wówczas powstałaby długa opowieść, a ma być to w miarę zwięzła informacja o mojej osobie ;)

I na koniec... To wszystko nie byłoby możliwe, gdyby nie grono moich przyjaciół (wbrew pozorom jest ich garstka :) ), ale przede wszystkim dzięki Mojemu Maćkowi, który zawsze jest przy mnie <3

P.S. Właśnie tego się obawiałam, że rozpiszę się zbytnio... 
Fot. Tomasz Palacz
Kreator stron internetowych - przetestuj